mikew | e-blogi.pl
Andrzejek 2017-09-16

No i się urodził. Łatwo nie było. No wiadomo - ja.


W 38 tyg. stawiłam się w szpitalu. Jako, że preferowałam SN najpierw założono mi na szyjkę cewnik Foleya. Niby był potem na dwa palce. Ale akcji za to nie było. Oksytocynę miałam podawaną trzy razy co dwa dni. Bez rezultatu. Czwartego razu nie było bo doppler wykazał słabe przepływy i mały porodu by nie przeżył, a i w tym momencie nie mieli zamiaru czekać i w godzinę byłam na stole. Andrzejek urodził się o 10:37 19 lipca 2017 roku. Miał 3360 gram i 53 cm. Czyli jak na 39 tydzień ciąży cukrzycowej całkiem przyzwoicie nie przytył ;) Dostał 10 pkt Apgar. Monitorowany ze względu na ciążę wysokiego ryzyka. Glukoza, usg itp.


Usg główki wykazało poszerzoną (6mm) jamę przegrody przezroczystej. Komory mózgu jak u wcześniaka. Usg brzucha ok.


Jak miał 3 tyg. trafiliśmy do szpitala - bardzo płakał, świszczał. Okazało się, że ma wysoki poziom bilirubiny, wodniaka jądra, wiotkość krtani. O ile z bilirubiną rozprawiły się 4 kroplówki we wlewie ciągłym przez pompę tak z pozostałymi dwoma walczymy do dziś. Poza tym usg główki wykazało ponownie poszerzoną jamę przegrody przezroczystej tyle, że jakby większą - 8 mm. Mówią, że to może być błąd pomiaru. Zauważono też torbiel w splocie naczyniówkowym. Za kilka dni mamy ponowne usg. Boję się, tym bardziej, że mały ma asymetrię twarzy (trzeba się przyjrzeć, ale ja widzę) i jakby jednego oczka nie otwiera do końca i to właśnie po stronie gdzie jakby "jest go mniej".


Z wodniakiem idziemy do chirurga.


No i mamy jeszcze obserwować napięcie mięśniowe w rączkach.


Mam nadzieję, że mały nie nacierpi się tak jak Mikołajek.


A Mikołajek ma silne bóle brzucha i biegunki. Refluks "minął". Nie boli go już klatka piersiowa, nie wraca się mu jedzenie jak wcześniej. Ogólnie nie narzeka na "zwroty". Ale te nagłe bóle są przerażające. Dziś zgiął mi się wpół w sklepie. I tak płakał z bólu, że zastanawiałam się nad wezwaniem karetki.


A mój mąż też dołożył swoje kilka groszy, tyle że przed porodem. W 36 tyg. ciąży była u nas karetka z powodu bardzo silnego bólu brzucha. Im i mnie zresztą też wydawało się, że to woreczek. Ale gdy ból jedynie zelżał, a nie minął "skoczyliśmy"na ostry (po dwóch dniach od ostrego bólu) i okazało się, że mąż miał już zgorzelinowe zapalenie wyrostka i zajęło się też jelito. Tego dnia mąż został w szpitalu i po kilku godzinach wygonił mnie do domu. Zadzwonił jeszcze wieczorem, że wszystko ok. i że zabieg odroczony. Okazało się, że nie chciał mnie denerwować i dzwonił tuż przed zabiegiem. Około 2 w nocy zadzwonił znów z informacją "jestem już po, leżę na OIOMie". Byłam wściekła, że mnie okłamał, przerażona, że na OIOMie. Żałowałam, że w ciąży nie można pić i palić bo miałam ochotę walnąć sobie setkę i wypalić pół paczki.Nie spałam do rana. Mąż ledwo chodził jeszcze jak miałam cesarkę. Problem, że on nie mógł dźwigać, Mikołaj nie mógł dźwigać i ja też. Z zakupami była masakra. Ja po cc lizałam rany aż 4 tyg. Pewnie też dlatego, że na leżenie nie było szans. Dźwigałam. Mąż też. No i nam dłużej zeszło z gojeniem. Na szczęście poza dłużej sączącą się raną i rozdzierającym bólem nic nam się nie powikłało.


po szpitalu 2017-06-21

Mikołaj spędził na Oddziale Wad Rozwojowych tylko 5 dni. Docent ma złote ręce. Dopiero jak "otworzyli" małego okazało się, że mały ma przepuklinę wślizgową z cechami krótkiego śródbrzusznego odcinka przełyku i odczynem zapalno - węzłowym.


Żadne z przeprowadzonych od urodzenia badań  nie wykazało przepukliny, a była zapewne z nami od początku. W związku z tym zoperowano Mikołajka jednak metodą fundoplikacji Nissena.


Mały ma się dobrze, choć doba zerowa i pierwsza były bardzo trudne. Po dwóch dniach mały został rozkarmiony na oddziale i szybciutko dochodzi do siebie. Teraz przez trzy tygodnie płynna dieta, antybiotyk, i obserwacja ranek. Jest ich pięć. Mały brzuszek wygląda jak sitko trochę. Plaster zachodzi na plaster. Dookoła pępka jest duży krwiak. Nie przeszkadza to małemu rozrabiać. Z jednej strony "wykorzystuje" sytuację do granic możliwości, a z drugiej widzę, że ma się bardzo dobrze i w zabawie to mu nie przeszkadza.


Od fundoplikacji mały śpi jak suseł. Nie budzi się. Nigdy tak długo nie spał. O dziwo chętnie je. Myślałam, że może się buntować i odmawiać jedzenia na początku, a on wiecznie głodny, zjada wszystko oczami. Jadłby już wszystko, a nie może. Tak będzie lepiej jak będziemy przestrzegać zaleceń od A-Z.


A moja mama się do mnie nie odzywa. Przed zabiegiem robiła wszystko żeby do zabiegu nie doszło. Mówiła nawet, że chcemy dziecku krzywdę zrobić. A przecież fundoplikacja była na podstawie prawie 7 lat dokumentacji medycznej, wywiadu ze mną i z dzieckiem. Ileż to dziecko miało się męczyć. A teraz jest nadzieja że IgE 3674 to była kwestia tego odczyny zapalno-węzłowego. Na badaniach wychodziły powiększone liczne węzły chłonne w brzuszku, ale nikt nie sugerował dlaczego. Uznano je jako bez znaczenia klinicznego.


Ostatecznie mama nawet pojechała do Mikołaja do szpitala i bywała z nim na zmianę ze mną i Wiktorem. Najgorzej jednak, że z dzieckiem może przebywać jedna osoba, a moja mama zostawała tam z moim tatą. Co mnie osobiście irytowało, a co dopiero matkę drugiego chłopca z sali - także po operacji.


Przełomowy moment nastąpił u niej w domu, kiedy kolejny raz zarzuciła, że męczymy tylko dziecko i zapytała czy młodszego też damy pociąć. Wyszłam roztrzęsiona bo jak osoba, która nigdy nie interesowała się zdrowiem wnuka, miała w nosie zalecenia lekarskie, które jej przekazywałam jak miał u niej zostać ma prawo oceniać mój wybór dotyczący zdrowia małego i w dodatku zarzucać, że robię to żeby zrobić mu krzywdę. Zadzwoniłam do Wiktora. A on tym razem (już piąty raz mama taką rozmową dręczyła) powiedział, jej co myśli o tym wszystkim i to w szpitalu. Matka się więc nie odzywa.


A my? A my cieszymy się, że daliśmy radę, mimo braku wsparcia rodziny nie ponieść się emocją i podjęliśmy słuszną decyzję. Tym bardziej, że wypis jasno pokazuje, że mały naprawdę miał duuuuży problem, który mógł się źle skończyć. Piszę my, bo dzięki Wiktorowi jakoś się trzymałam i nie wycofałam zgody na zabieg.


Na pytanie mamy czy zdecydowalibyśmy się na fundoplikację u młodszego? Tak, jeśli były by wskazania takie jak u Mikołaja.


fundoplikacja toupeta 2017-06-16

Dziś Mikołaj ma zabieg. Mam nadzieję, że mu pomoże.


Dużo się w moim życiu pozmieniało. Jestem mężatką. Mąż chce przysposobić Mika. Ale jedno pozostało bez zmian - rodzice. Oni uważają, że sama operacja to sposób na dręczenie dziecka. Z tym, że profesorzy twierdzą, że ona mu pomoże. Tylko, że mama weszła w google i naczytała się o komplikacjach, że to nic nie daje. Że jak mu się coś stanie to mi nie darują.


Co do Mikołaja zawsze sama musiałam podejmować trudne decyzje. Bardzo trudne. I nikt nigdy nie dowie się ile kosztowały przemyśleń, dylematów i strachu o dziecko.


Moich rodziców zawsze cechowało podejście - lepiej zostawić to w spokoju. Jak ja chorowałam - no trudno - nie szukano przyczyn. Po prostu sobie choruje. Przez co po dziś dzień mam komplikacje zdrowotne. Dlatego o synka walczyłam każdego dnia. Żeby diagnoza prawidłowa była. I nierzadko podejmowałam trudne decyzje i dziś nie żałuję. Mam nadzieję, że ta operacja mu pomoże.


W między czasie okazało się że mam objawy jakichś zaburzeń między komorowych, graniczne EKG, tachykardia napadowa... a że w ciąży to odpadły stosowane dotąd beta-blockery i mam antagonistów wapnia czyli Isoptin/Staveran. Później Clexane. Mało tego cukrzyca. Teraz jeszcze nazywa się ciążowa, ale muszę brać tyle insuliny co cukrzyc z kilkuletnim stażem. 36 j na noc i do każdego posiłku Insulinę R - 4-6 jednostek. I szału nie ma. Na czczo - około 100 a w ciąży powinnam mieć max 90, a jak zjem sobie więcej to i tak leci pod 180, a czasem nawet jak i nie jem... Porażka


Skończony 34 tydzień. Rozwiązać chcą ciążę wcześniej.


Mam nadzieję, że wszystko się ułoży.


21 tydzień 2017-03-15

No dobra... skończony 21 tydzień ciąży. Wszystko wskazuje na to, że faktycznie będzie drugi mały mężczyzna. W sumie usg mam co wizytę (średnio co 2,5 tyg.), ale drugie badanie prenatalne (usg) za dwa tygodnie. W razie czego będzie wiadomo jak mu pomóc.


Czuję się średnio. Żeby nie zwariować dalej chodzę do pracy (tzn. teraz mam zapalenie oskrzeli i kazali leżeć). W pracy nie myślę, że mi duszno i co mnie boli. Nie zadręczam się też tym, że dziecko może owinąć się pępowiną albo przedwcześnie urodzić, że moje leki mu szkodzą. Skoro lekarz uważa, że dziecku nic nie grozi jak siedzę w pracy i moje l4 zależy od mojego samopoczucia, a nie ryzyka, że tam zejdę (przynajmniej na razie) to mogę sobie pracować :) Kardiologa mam pod koniec marca.


13 tydzień 2017-01-16

Jesteśmy już po badaniach genetycznych. Wg nich maluch jest zdrowy :) Bałam się bo infekcje mnie nie omijają, biorę też Clexane, leki kardiologiczne np. Isoptin, hydroksyzynę. Po badaniach padłam na anginę i tak zdycham od 13 w piątek. Ale i tak dzień szczęśliwy, bo okazało się, że maluch z dużym prawdopodobieństwem zdrów.


Suma sumarum męczę się okropnie, a wcinać mogę sobie mleko z czosnkiem i płukać solą, śpię na stojąco bo nos zatkany, kości bolą. Grzać w mieszkaniu nie trzeba - ja grzeję wystarczająco. Mikołaj szaleje i cieszy się bardzo - na 90% będzie to Jego wymarzony braciszek. Ale proszę go by ostudził swój zapał, żeby nie było zawodu jak by się okazało, że siostrzyczka.


Bijące serce... 2016-12-11

No cóż...byłam u ginekologa i po dacie serce powinno bić już około 29 listopada, ale poza rosnącym pęcherzykiem nie było nic. Tydzień czekałam z niepokojem na następną wizytę, no i git :) 7 tydzień, a teraz już przyszły ssak kończy 8 tyg. :D


Takie tam zwyczajne nasze 2016-03-10

Pod koniec stycznia byliśmy w szpitalu. Była gastroskopia, ale też tradycyjna ph-metria. Rzecz znienawidzona przez wszystkie dzieci, które miały okazję nosić ten plecaczek. (W plecaczku jest urządzenie mierzące poziom ph w przełyku. Do urządzenia podpięta jest taka rureczka wprowadzona przez nos do przełyku). Miko jak zobaczył ten sprzęt zaczął uciekać, a złapany robił co mógł, aby mu tego nie zakładano. Nic przyjemnego.


Badania wykazały refluks patologiczny. Na szczęście mikro i makroskopowo nie ma w zasadzie zmian patologicznych :)


Natomiast USG wykazało dodatkową śledzionę. Podobno nie ma z tego tytułu jakichś komplikacji. Zmartwiło mnie "licznie powiększone węzły chłonne w prawym dole biodrowym". Lekarz uspakajał jednak, że to bez znaczenia klinicznego.


Reasumując wszystko bez zmian. Constans. Przynajmniej w tym temacie czuję się na stabilnym gruncie - wiem z czym walczę.


Z innych tematów prace ciężkie zakończyłam na mieszkaniu jakiś czas temu, jednak tradycyjnie jak to przy remontach bywa brakło na wykończeniówkę (da się bez niej żyć), meble -też da się żyć (mama użyczyła taką niepotrzebną szafę, szafkę kuchenną), łóżko dla mnie - wstaję połamana, ale mam doświadczenie szpitalne, więc mi pewnie łatwiej :D


Generalnie do śmiechu podobno nie mam, ale jakoś brnę przez to bagno i od czasu do czasu wysyłam toto lotka. Niestety życie mi nie raz udowodniło dwie zasady:


- ja muszę zapier.... żeby zarobić, nie wygrać


- jeżeli już zarobię choć złotówkę dodatkowo zaraz wydarzy się coś na co będę musiała ją wydać


Samo życie :) Nie ma co się chyba przejmować, bo pewnie sama jedyna na świecie tak nie mam i to, że jakoś sobie radzą inni nakazuje radzić sobie też. :)


Ostatnio... 2016-01-24

każdego dnia marzę, aby znaleźć się w łóżku i móc spać. Może przemęczenie. Ale mam mdłości, wszystko mnie boli i nie jestem w ciąży. Generalnie narzekam tylko na blogu. Po to go mam. By sobie ponarzekać, pogadać sama do siebie itp. Generalnie mam dość. Czasami myślę, jak by to było fajnie umrzeć. Nic by nie bolało itp. Ale dociera do mnie fakt, że śmierć to fakt nieodwracalny, a mam synka, którego chcę wychować na człowieka mającego zasady i umiejącego myśleć. I wtedy sobie przypominam, że od bólu mam Aulin, Fenistil i ewentualnie jak nie jadę autem Tramal. A to, że nie pomaga to jak zapewniają wymysł mój. Swoją drogą przesadziłam z wnoszeniem, remontem... ale jak nie ma kto pomóc to co. Tata robił co mógł. Ale nosić nie może. Ja też nie. Ale to moje mieszkanie. I tak przyznam szczerze rodzice mi bardzo pomogli. Nie obyło się bez ..."ty wiecznie na nic nie masz..." (co jest średnio prawdą ostatnio), ale pomogli, a jak to oni gadać musieli :P


Nowy Rok 2016-01-06

W Sylwestra po robotach budowlanych byłam tak wykończona, że najpierw pojechałam do domu walnąć się spać. Jednak moja mama namówiła mnie, abym przyjechała z małym. Umyłam się i przyjechałam padnięta bardziej niż zdechły bóbr. Po 22 Miko chciał iść spać. Poszłam więc z nim. Obudzili mnie o północy. Poudawałam jaka jestem szczęśliwa, przetrzymałam jakoś do 2 w nocy i wsiadłam w auto i pojechałam do domu. Kolejny Sylwek bez kaca w Nowy Rok :D Idziesz rano i widzisz albo i nie widzisz, bo ludzie w domach cierpią. Ale oni się bawili. Nie chodzi o picie. Ale o fakt zabawy. Cóż mogłam gdzieś iść. Nie ma co narzekać :)


Zbliża się szpital... nienawidzę...


Z kuzynką 2015-12-30

Umówiłam się z Anią u babci w szpitalu. Powiedziała, że pójdzie na policję. Zgłosimy to. Niestety później się rozmyśliła. Ale wykombinowałyśmy, że zamiast taty Ani my ją odbierzemy. Wzięłyśmy urlopy i przyjechałyśmy po nią. Wujek też był.


No i na początku czytaliśmy wypis i ... pytamy o recepty. A babcia mówi, że ma leki... Taaa.... akurat... kazałam jej nie kłamać bo to grzech i dać te recepty. No i dała. Stałyśmy z Anią w aptece z duszą na ramieniu, bo liczymy się z każdym groszem. Na szczęście aż tak dużo nie wyszło. Najważniejsze, że babcia ma leki. A potem namówiłyśmy ją na wizytę na Policji...


e-blogi.pl
  e-blogi.pl  [Załóż blog!] rssSubskrybuj blogi
[Zamknij reklamy]